Co słychać?

Dotarliśmy do Dingboche na 4400 m.n.p.m.! 🙂

22.10.2016

Noc spędzimy w naszej ulubionej lodży, prowadzonej przez wspaniałą rodzinę, która wie jak ugotować pyszny posiłek oraz dobrze posprzątać pokoje i sanitariaty, co w tych rejonach nie jest oczywistością .

Po południu, w ramach aklimatyzacji, wejdziemy na 4800 m.n.p.m. Postęp być może nie jest piorunujący od ostatniego razu kiedy się meldowaliśmy, ale jak to mawia Tomasz Hajto – ”robi różnicę” .

Przede wszystkim dlatego, że zostawiliśmy pod sobą pierwszą warstwę chmur, co odsłoniło nam, nieporównywalny z niczym i bijący na głowę prawie wszystko na tej Ziemi, widok na majestatyczny Ama Dablam (6812 m.n.p.m.), nieskończenie wysoką ścianę Lhotse (8516 m.n.p.m.) i osadzoną na niej piramidę Everestu (8848 m.n.p.m.).

Panorama tych pięknych szczytów dopadła nas nagle na plateau Tengboche (3867 m.n.p.m.), po męczącym spacerze 600 m. w górę, nazwanym przez uczestników ”podejściem pokory”. Gdy nagle ujrzeli, stojące w pełnym słońcu, najwyższe szczyty świata, endorfiny dosłownie zaczęły wylewać im się uszami. Było bieganie w kółko, klękanie i zdejmowanie koszulek… . Z szacunku dla wyżej wymienionych oraz ich rodzin tych zdjęć nie opublikujemy . Trzeba im wybaczyć, gdyż taki poziom nieskazitelnej radości dopada tu każdego, różnią się tylko objawy

Jutro ruszamy dalej, ku Lobuche na 5000 m.n.p.m bez kilku metrów. Będzie ciężko, ale jeszcze piękniej.

powrót do blogapowrót do